DO DRZWI ZAPUKAŁ LĘK...

Obiecałam Wam relację z mojego pierwszego tygodnia szkolenia, na które wysłał mnie tutajszy urząd pracy czyli "pole emploi". Na moje nieszczęście, nie mógł to być kurs francuskiego dla obcokrajowców, a jedynie języka angielskiego w turystyce.

Przyjechałam więc do Francji żeby uczyć się języka Szekspira. Ma to swoje plusy i minusy, ale przede wszystkim wywołało mój ogromny strach. Też tak macie? Kiedy wiecie, że będziecie w nowej grupie, ale nie będziecie tacy jak reszta? Będziecie odstawać? Ja bardzo nie lubię być w czymś słaba, kiepska. 

Odchorowałam więc pierwszy, bardzo stresujący dzień. Odchorowałam fizycznie i psychicznie. Pierwszy, organizacyjny dzień, cały w języku francuskim, pełen słownictwa, którego nie znam i nie rozumiem. Musiałam się przedstawić i opowiedzieć o sobie przed całą grupą. PO FRANCUSKU! Nie pytajcie jak się czułam po powrocie do domu. 

Ale wtorek przyniósł już nowe wyzwania i czułam się lepiej. Na kursie rozmawiamy już teraz tylko po angielsku, więc nie odstaję od reszty. Wszyscy jesteśmy w takiej samej sytuacji. Cała grupa. A grupę mam wspaniałą! Przemili, bardzo pomocni ludzie, z masą interesujących doświadczeń. Wielu z nich mieszkało za granicą. Tajlandia, Kuba, Chiny... Nie spodziewałam się takiej niesamowitej mieszanki historii na szkoleniu z urzędu pracy. Co prawda w Polsce nigdy nie uczestniczyłam w niczym podobnym, ale raczej inaczej to sobie wyobrażam.

Szkoleniowcy są magiczni. Szczególnie Fabrice, który 20 lat jeździł po świecie. Był w Stanach, w Meksyku, na Jamajce. Mieszkał tam wiele lat. Jest niesamowicie optymistycznie natawionym do życia człowiekiem. Na szkoleniu tańczy, śpiewa, żartuje. A my razem z nim. Wspaniały czas!

Zaskoczyło mnie również to, że w planach mamy kilka wyjść i wyjazdów. Pierwszy z nich odbył się wczoraj. Pojechaliśmy na wycieczkę do portowego miasteczka Honfleur. Niesamowity klimat. Wąskie uliczki, stare, drewniane domy w magicznych kolorach. Bajka! 
No i wspinaczka na górę widokową i panorama miasta, ale też widok na otwarte morze i most Normandzki, mierzący ponad 2 kilometry długości. 

Ale dla mnie najcenniejsze w całej tej historii jest to, że znalazłam koleżankę! Moja pierwsza, samodzielnie zawarta znajomość we Francji. Patricia jest mega energiczną i szalenie pomocną osobą. Ma 36 lat, ale energię 15-to latki. 
Dla mnie to cudowne móc napisać sms-a, czy zadzwonić tutaj do kogoś, kogo znam tylko ja, a nie cała rodzina i przyjaciele mojego V. Mój człowiek we Francji!

Do drzwi zapukał LĘK, otworzyła mu ODWAGA. Za drzwiami nie było nikogo...

Honfleur
Honfleur

Panorama Honfleur

Honfleur Hotel Ferme Saint Simèon

Honfleur

Honfleur kościół Notre Dame de Grâce

Honfleur

Honfleur - widok na kamienice wzdłuż portu

Honfleur

Honfleur



14 komentarzy:

  1. Balam sie przeczytać coś smutnego a tu miłe zaskoczenie! Cudownie mieć swojego człowieka na obcej ziemi. Znam too! Jednak to przewaznie sami moi znajomi, niesamowite jak ich tutaj duzo!
    Dzieki Twojemu miejscu w sieci, gdzie wlasnie opisujesz Francje ( bo mam nadzieje, Że bedzie to taki troche mini przewodnik ) mysle, że spełni sie marzenie dzieci o Disneylandzie. Łi, łi, że tęęę, to jedyne co potrafie powiedziec. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie! Wpadajcie do Francji. Macie tez przecież pociągi od was :-)

      Usuń
  2. Super! To jest dokładnie to, o czym mówiłam niedawno w rozmowie o emigracji na blogu Love For France- trzeba działać, a zawsze coś dobrego z tego wyniknie! Powodzenia i głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że bardzo mi dało to do myślenia co napisałaś wtedy? I czuje ze nie marnuje tego czasu !

      Usuń
  3. Wspaniale! Nie trzeba się bać wychodzić do ludzi i trzeba, mimo wielkiego strachu, jak najwięcej mówić, nie ważne czy poprawnie ;) Choć na początku czujemy się obco w nowym kraju, to musimy sobie uświadomić, że przecież jesteśmy tacy sami, jesteśmy ludźmi ;)
    Ja mam odwrotną sytuację, mój mąż jest obcokrajowcem, przyjechał do Polski ponad 5 lat temu. Miał tylko mnie i moją rodzinkę, zero języka, zupełnie inna kultura. Dzięki temu, że mój mąż jest bardzo uparty znalazł szybko pracę, języka nauczył się właśnie najwięcej w pracy, i to, co ja go próbowałam uczyć sama. Nie bał się mówić i nie boi się mówić, wie, że mówi niepoprawnie, ale ważne, że rozmówcy rozumieją o co chodzi ;) Teraz ma masę własnych znajomych, dzwonią do siebie, spotykają się. Ja go za to bardzo podziwiam! ;)
    Trzymam za Ciebie mocno kciuki! Pozdrawiam
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo dla Twojego męża! Tym bardziej, że polski to bardzo trudny język. Skąd jest Twój mąż?
      No i witam Cię moja imienniczko :-)

      Usuń
    2. Dzięki. Też mi Ciebie jest miło poznać, po imieniu ;)
      Mój mąż jest z jednego z frankofonicznych krajów, a tak dokładnie z Tunezji. Akurat to był i nadal jest język, którym się wspólnie dogadujemy :)
      Troszkę prześledziłam Twojego bloga, ale jeszcze dokładnie nie przeczytałam. Też byłaś ze swoim ukochanym na odległość? My tak samo z mężem, przez ponad dwa lata, przed ślubem lataliśmy do siebie w sumie raz, dwa razy do roku, żeby się zobaczyć na kilka tygodni. Jak widać miłość przetrwała ;) Cieszę się, że w Waszym przypadku też tak jest :)

      Usuń
    3. A czyli mówicie tez po francusku :-)

      Tak byliśmy na odległość ponad rok.ale widywalismy się o ok. 2 miesiące, z 5 miesięczna przerwa na jego misję w Afryce

      Prawdziwa miłość zawsze przetrwa

      Usuń
  4. Super, gratuluję i cieszę się razem z Tobą! Również uważam, że zawiązywanie "własnych" znajomości za granicą jest ogromnie ważne, podobnie jak fakt działania, brania spraw w swoje ręce, przełamywania barier- właśnie tak, jak to robisz. Trzymam mocno kciuki i życzę powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za kciuki :-) Mam nadzieje ze dobra passa będzie trwała!

      Usuń
  5. Jakie musiała Pani spełnić warunki jako obcokrajowiec, żeby zarejestrować się w urzędzie pracy we Francji i mieć możliwość uczestniczyć w kursie językowym? Czy łatwiej było dlatego, że jest Pani w związku z Francuzem? Pytam bo jestem w podobnej sytuacji do Pani (świeży przyjazd do Francji jednak nie jestem w związku z Francuzem, a słyszałam, że trzeba już trochę popracować na terenie Francji, żeby się zarejestrować w urzędzie pracy. Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba pracować wcześniej żeby móc się zarejestrować.
      Na pewno trzeba gdzieś mieszkać, mieć adres. Mi o tyle łatwiej było, że mieszkam u mojego petit ami więc on wystawia mi taki papierek.
      Tak naprawdę jest potrzebny tylko dowód osobisty polski oczywiście :-)

      Usuń
  6. Dziękuję za odpowiedź. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bylam w Honfleur w lecie ,bylo wtedy mnostwo karuzel :) To pelne uroku miasteczko.

    OdpowiedzUsuń