PO CO MI TO BYŁO... ?

Nie było mnie kilka dni. Nie ukrywam, że powrót do Francji, po tygodniu spędzonym z przyjaciółmi i rodziną w Polsce, był bardzo trudny. Myśli kotłują się w głowie...
Każdy dzień jest tu jak znienawidzona przeze mnie niedziela... Bez pracy i zajęć. Zderzamy się z bezsensowną machinę biurokratyczną, która sprawia, że odnalezienie się w nowej rzeczywistości jest jeszcze trudniejsze.

Zastanawiam się od kilku dni po co mi było to wszystko. Czy nie lepiej było na początku tej drogi odwrócić się na pięcie, odejść od baru i zostawić tego nieznajomego chłopaka, kurczowo trzymającego telefon i próbującego mi coś wytłumaczyć za pomocą Google translate? 

Co mnie podkusiło żeby się z nim umówić? Mimo, że nie mówił w żadnym rozumianym przeze mnie języku i miał zostać w moim kraju tylko do końca swojej misji, czyli 3 miesiące. 

Czy nie lepiej byłoby, właśnie wtedy, powiedzieć sobie - Szkoda czasu!? 

Gdybym tak zrobiła, nie musiałabym stawiać swojego życia na głowie, rzucać wszystkiego co mam, uczyć się nowego języka i płakać w poduszkę z tęsknoty. Dalej miałabym swoich przyjaciół na wyciągnięcie ręki, sobotnie obiady u mamy i pracę która kocham. Byłabym bezpieczna.

I kiedy o tym wszystkim myślę, przychodzi On. Nie muszę nic mówić, bo wystarczy że spojrzy na mnie i już wie... Zamyka mnie w swoich ramionach i szepcze słowa, które już rozumiem. I przypominam sobie po co robimy to wszystko.

Dla tych chwil, dla tych okruchów, których nic nie zastąpi. 

Zakochani

0 komentarze:

Prześlij komentarz