Opowiem ci dzisiaj krótką bajkę na dobranoc. Wyobraź sobie ogrodnika - pasjonata. Od dzieciństwa marzył o ogrodzie pełnym bajecznych roślin, drzew i tajemniczych miejsc idealnych do odpoczynku i zabawy. Pracował na ten dzień długo, ale wreszcie jest! Spełnił swoje marzenie, kupił dom z wielkim ogrodem. Zaniedbanym, ale pełnym potencjału. 
Otwiera furtkę i widzi swoje spełnione marzenie - wlasne miejsce na ziemi. Zaczyna się przechadzać tam i z powrotem i co widzi? Tutaj uschnięty krzak róży, tam zawalone drzewo. Cicho i pusto, nawet ptaki tu nie zaglądają.
Wyobraź sobie, że wtedy ogrodnik siada na tej pustej ziemi i zaczyna płakać nad utraconym marzeniem. Nie tak miało przecież być. Jego marzenie okazało się mrzonką.

Nie bądź jak ten ogrodnik. Rozejrzyj się dookoła. Zobacz więcej niż widać gołym okiem. Zobacz szanse, a nie trudności. Lekcje zamiast porażek. Potencjał zamiast braku. Zobacz, że masz więcej niż ci się wydaje.

Doceniam to co mam! Nie wiem czy trawa u sąsiada jest bardziej zielona, bo jej nie widzę, nie patrzę na nią. U mnie tak pięknie, że nie mam czasu rozglądać się na boki. Jasne, że czasem myślę sobie, że czegoś brakuje, że czegoś może mam za mało. Tam by się jakieś kwiatki przydały, bo sama trawa nie wystarczy, a i drzewo jakieś, co da cień, bym chciała. Powoli... Wszystko z czasem. Dopiero kupiłam ten ogród, dopiero zaczynam w nim gospodarzyć.


***

Dziś poniedziałek. Zaczynam nowy tydzień. Nadal nie mam pracy - nic się nie zmieniło w tym temacie. Mój mężczyzna jest daleko ode mnie i to też nie zmieni się przez minimum trzy miesiące. Wczoraj pożegnałam moją najlepszą przyjaciółkę, płacząc kiedy mijała bramki na lotnisku... 

W drodze powrotnej wypłakałam wiadro łez, prawie rozjeżdżając motocyklistę. Dół absolutny? Nic z tych rzeczy! Śmiałam się wycierając oczy z łez. No bo kto ma tyle szczęścia co ja? Jak tu nie doceniać, że mam za kim tęsknić, mam miłość, a na dodatek mam wspaniałą przyjaźń. Tyle wygrać... 
To tak jakby znaleźć nie połówkę serca, ale całe. 

Jeszcze trzy lata temu, w takiej sytuacji jak ta, wpadłabym w depresję, poddała się. Ale nie dziś. Dziś poza smutkiem, rozpiera mnie radość i ogromna wdzięczność. Mam ogród! Może deszcz będzie padać za rzadko albo za często. Może wiatr zniszczy to, co posieję. Ale przecież to nie koniec... Reszta leży w moich rękach!


P.s. zmusiłam się do napisania tego posta. Kiedy obiecywałam Wam wczoraj, że dzisiaj dam znać co nowego, byłam w znakomitym nastroju. Dzisiaj jest zupełnie odwrotnie. Osiągnąłem apogeum smutku i zmęczenia. Ale w miarę pisania, wracały mi siły i optymizm. Wierzę, że pozytywne myślenie, nawet na siłę, zmienia nas w optymistów, nawet gdy bardzo się przed tym bronimy.

Honfleur
Źle znoszę niedziele, szczególnie te pierwsze, pełne tęsknoty. Ale nauczyłam się już, że każda niedziela się kończy, każdą niedzielę skreślę w kalendarzu, tak jak pozostałe dni tygodnia. Tymczasem korzystam z ciszy jaka ogarnia dom i wsłuchuję się w to, co chce mi powiedzieć.

Dzisiejsza cisza przyniosła mi przeszłość. Pewnie nie bez powodu, bo mijający tydzień pełen był duchów z przeszłości.

Cofam się w myślach o pięć lat. Przeżywałam wtedy bardzo trudny czas. Przez kilka miesięcy myślałam, że skończył się mój świat. Myślałam że umieram. Wydawało mi się, że skoro kończy się moje małżeństwo, to kończę się i ja. Na szczęście nie miałam racji. To był czas kiedy zaczynałam powoli, po raz pierwszy w życiu, otwierać oczy. 

Nie było to przyjemne ;-) Wyobraźcie sobie jak musiało boleć to, co zobaczyłam. Bolało tak bardzo, że zamykałam je ponownie wiele razy. Ale w końcu ciekawość zwyciężyła. Postanowiłam siłą woli patrzeć przed siebie. Nawet jeśli czasem miało być to trudne. Zaczęła się karuzela. Terapia, godziny rozmów, łez, wspaniali ludzie, którzy byli obok i klepali po plecach.

Trzy lata ciężkiej pracy. Wspaniałe lata, które pozwoliły mi stanąć na nogi i zrozumieć to co widzę. Czas, który przygotował mnie do tego co piękne, do wspaniałego, kolorowego życia. 

Zaczęłam smakować świat. Próbowałam nowych smaków, zapachów, tak jakby ktoś mnie zaprosił do restauracji serwującej owoce morze i za wszystko płacił. Tylko jeszcze wtedy nie rozumiałam po co to wszystko. Nie wiedziałam, że może rozboleć mnie brzuch od nadmiaru, albo że przyjemniej jeść w towarzystwie. 

Przyszedł jednak taki dzień, że zrozumiałam dużo więcej. Jeden dzień, który całą teorię, którą wyczytałam w mądrych książkach i nauczyłam się na terapii, zamienił w praktykę. Pewnie większość z nas ma już taki dzień za sobą, a jeśli nie, to na pewno nas to czeka. Dzień, kiedy traci się kogoś, kto był obok. Nagle rozumiesz, że na pewne rzeczy nie masz wpływu. Pozostaje Ci wziąć w swoje ręce tyle, ile możesz. Ustalić priorytety, mówić to co myślisz, ale tylko wtedy jeśli nie krzywdzisz, kochać i mówić, że kochasz. Podejmować ryzyko, mówić TAK zamiast nie. Budzić się rano i cieszyć się z tego co masz.

Dopiero po tym wszystkim przyszedł czas na miłość. Dopiero wtedy byłam gotowa powiedzieć kocham Cię, zostawię za sobą całe swoje życie i spróbuję zbudować je z tobą. Może się nie udać, może przestaniesz mnie kochać, ale spróbujmy. W przeciwnym razie będę musiała z powrotem zamknąć oczy i udawać, że cię nie było. 

Chociaż nie wiem co mi niesie los, jedno wiem na pewno - nigdy więcej nie chcę zamknąć oczu!